Rozmowa z Mołotowem cz. II

Stalin nawet nie drgnął, wiedział bowiem wcześniej, z czym przyszedł do niego Mechlis. Mołotow i Kalinin, wstrząśnięci złą wiadomością, patrzyli ze współczuciem i bólem na odwróconego do okna Stalina, niepewni czy usłyszał w szumie ulewy słowa komisarza armii. «Koba, ty co, nie słyszysz?» zapytał poruszony Mołotow podniesionym głosem. «Niemcy wzięli Jaszę!» Stalin powoli, jakby nie panując nad własnym ciałem, odwrócił się od okna i spojrzał na niego pochmurnym i jakimś zaszczutym wzrokiem. Skierował się bez pośpiechu do stołu, usiadł w fotelu i powiedział spokojnie, z ukrytym wyrzutem: «Stalin nie jest głuchy. Wiem już o wzięciu do niewoli porucznika Jakowa Dżugaszwili. Teraz przesłuchują go w sztabie marszałka Klugego. To cóż teraz poczniemy z towarzyszem Stalinem? Mianujemy go ludowym komisarzem obrony?». A widząc, że go nie zrozumieli, dodał z gorzkim uśmiechem, przypominającym grymas bólu: «Zgodnie z naszymi prawami bliskich krewnych osób, które oddały się do niewoli wroga, skazuje się na zesłanie. W takim przypadku wybrałbym Turuchańsk, to przecież znajome miejsca».

«Sprawa jest poważna z lekkim uśmiechem powiedział Mołotow i stukając palcami po zielonym suknie stołu odwrócił się do Kalinina. Albo na Sybir, albo na komisarza ludowego… Mam propozycję, aby zakręcić się koło towarzysza Kalinina jako Przewodniczącego Prezydium Rady Najwyższej. To co, Michaile Iwanowiczu, pomożecie po znajomości? Jak to się mówi, po kumotersku».

Kalinin roześmiał się niewesoło. «Nasze prawo i bez kumoterstwa głosi, że karze podlegają tylko ci krewni zdrajcy, którzy mieszkali wspólnie z nim lub byli na jego utrzymaniu. O ile wiem, towarzysz Stalin nie należy do takich krewnych»”.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>