Chruszczow a Mołotow – kontynuacja

W Teatrze na Tagance był kilkakrotnie na sztuce Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem. Po 1 964 r. przez dłuższy czas znajdowała się w tekście tej sztuki zakamuflowana, ale zrozumiała wówczas dla wszystkich krytyczna aluzja pod adresem Chru- szczowa, którego w końcu 1964 r. plenum KC posłało na emeryturę. Bardzo często bywał Mołotow w niewielkim kinie w Żukowce, zbudowanym dla uprzywilejowanych mieszkańców miejscowych willi. Wyświetla się tam nierzadko filmy zachodnie, które nie wchodzą na ekrany. Wśród publiczności jest wielu byłych prominentów, którzy dobrze znają Mołotowa, lecz odnoszą się do niego z ostentacyjną obojętnością.

Mołotow nie spotykał się prawie z nikim spośród działaczy społecznych ani dziennikarzy. Czasem czynił jednak wyjątki. Ma przykład widział się kilkakrotnie z pisarzem Julianem Siemionowem, którego przedstawił mu w lecznicy kremlowskiej dobrze znany ludziom radzieckim starszego pokolenia pisarz Lew Szejnin, autor bardzo popularnej kiedyś książki Notatki sędziego śledczego. Mało kto jednak wiedział, że był on nie tylko sędzią w sprawach kryminalnych, ale i bliskim współpracownikiem Wyszyńskiego w wielu procesach politycznych. To on był czołową postacią w przygotowaniu procesów w latach 1935-1936. Dla Mołotowa nie stanowiło to oczywiście tajemnicy i opinia Szejnina była dla niego dowodem „prawo- myślności”. Dopiero teraz w gazecie „Moskowskij komsomolec” Julian Siemionów relacjonuje spotkania z Mołotowem:

„To Szejnin zaprowadził mnie do sali, w której leżeli rencista państwowy ZSRR, były członek partii, Mołotow i jego żona, wete- ranka partii, Żemczużyna. Rozmowa była kulturalna. Mołotow żartował, że po przeczytaniu mojej «Pietrowki, 38» zaczął z obawą przechadzać się po ulicach. Pytał, nad czym pracuję, jak zacząłem pisać, czy młody pilot z opowieści «Podczas pełnienia obowiązków służbowych», Paweł Bogaczów, wychowanek domu dziecka skierowany tam po rozstrzelaniu ojca, ma ze mną coś wspólnego. Gdy poprosiłem o następne spotkanie, a przygotowywałem się wówczas do pisania powieści «Major Wichr», wyraził zgodę, zanotował swój telefon prosząc, abym nikomu go nie podawał… Zatelefonowałem do niego dopiero po roku… Po raz pierwszy zastukałem do jego mieszkania przy ulicy Granowskiego, kiedy Polina Żemczużyna już nie żyła. Siedzieliśmy w maleńkim gabinecie Mołotowa. Umeblowanie przypominało filmy z lat trzydziestych: fotele obciągnięte sza- rym płótnem, stół z zielonym suknem, maleńkie popiersie Lenina, w salonie książki w skromnych szafach, gobelin chiński i portret Engelsa w drewnianej ramce.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>